Wędkarstwo w Kanadzie

Wedkarstwo Facebook Wedkarstwo Twitter WedkarstwoYou Tube

Zostań wędkarzem

Post: 01 lutego 2011 by: Krzysiek in: Archiwum PKZW
Rate this item
(0 głosów)

Wywiad z prezesem Polsko-Kanadyjskiego Związku Wędkarskiego w Toronto, zdobywcą pierwszego miejsca w klasyfikacji na najlepszego wędkarza w sezonie 2001 r., Ireneuszem Lazowskim.



Krzysiek Jaśkielewicz: Jak się czujesz w roli prezesa PKZW?

Ireneusz Lazowski: Wybór był dla mnie zaskoczeniem. Jestem członkiem PKZW trzeci rok i obdarzenie mnie takim zaufaniem jest dla mnie wyróżnieniem.

Krzysiek: Jak trafiłeś do klubu?

Irek: Dzięki Jankowi Kasprykowi. Kiedyś odwiedziłem go i zauważyłem kątem oka puchary. Zaciekawiony, przeczytałem, za co je zdobył. Jak się okazało, mamy wspólne zainteresowania. Janek opowiedział mi o klubie, pokazał mi kurtkę i czapeczkę klubową. Po tym pojechałem na pierwsze zawody. Ryb nie złapałem, ale nowego bakcyla na pewno.

Krzysiek: Masz własną firmę, w której pracuje sporo wędkarzy. Jest to oczywiście żart, ale krążą słuchy, że Irek przyjmuje do pracy tylko wędkarzy.

Irek: Wspólne zainteresowania pomagają nawet w pracy. Jest dobra atmosfera i jeśli mamy jakiś wyjazd na ryby, to mobilizuje to do wydajniejszej pracy. Żyjemy wędkarstwem, opowiadamy o rybach i miejscach. To główny temat naszych rozmów.

Krzysiek: Jakie są Twoje plany związane z klubem?

Irek: Głównym moim celem jest spopularyzowanie naszego klubu wśród Polonii i pozyskanie nowych członków. Znam wielu ludzi polskiego pochodzenia, którzy mówią co prawda łamaną polszczyzną, ale nadal czują się Polakami, i myślę, że chętnie przyjadą na nasze zawody. Myślę, że około 40-50 osób powinno przyjechać na nasze pierwsze zimowe zawody na South Bay w łowieniu crappie. Wspólnie z kolegami z poprzedniego zarządu brałem udział w wyborze pierwszych pucharów na nasze pierwsze zimowe zawody. Udało nam się wynegocjować dobrą cenę i będą to naprawdę okazałe puchary. Przewidujemy również nagrody pieniężne w wysokości 50, 30 i 20 dol. dla pierwszych trzech najlepszych wędkarzy w każdych zawodach. Możliwe, że dodatkowo będą również nagrody od sponsorów. Tak jak ustaliliśmy na ostatnim zebraniu, będziemy kontynuować otwarte dla wszystkich zawody zimowe Ice Polonica. Jednak każdy wchodzi na lód i bierze udział w tej imprezie na własną odpowiedzialność. Frekwencja na tych zawodach na pewno uzależniona jest od wysokości nagrody. Dlatego będziemy się starali, żeby główna nagroda wynosiła przynajmniej 500-600 dol., a może i więcej. Zależy to, oczywiście, od hojności i liczby sponsorów. Zapraszamy więc wszystkich chętnych, którzy mają ochotę zasponsorować. W zamian możemy zorganizować wspólną wyprawę na ryby z naszymi sponsorami i pokazać, gdzie i jak można łowić ryby. Poza tym będziemy mobilizować członków i uczestników zawodów, żeby korzystali z usług naszych sponsorów i współpracowali właśnie z nimi, w myśl zasady kupuj u sponsora. Dlatego też świąteczne zakupy zrobiłem u jednego z naszych długoletnich sponsorów. Jednocześnie chciałbym podziękować wszystkim naszym sponsorom, którzy wspierali nasz klub w 2001 r.

Chciałbym również zorganizować wyprawę w nieznane dla członków klubu lub np. dla pierwszych dziesięciu zawodników w klasyfikacji rocznej. Może przynajmniej wspólny daleki wyjazd na nowe nieodkryte łowiska, nawet poza Ontario, jeśli oczywiście znajdą się chętni. Jest to jednak pomysł, który wymaga konsultacji. Lubię poznawać nowe miejsca, a jeśli będzie to w grupie ludzi, może to być przyjemniejsze.

Krzysiek: Wygrałeś klasyfikację roczną na najlepszego wędkarza w sezonie 2001. Ile było w tym pracy i poświęcenia? Czy był to łut szczęścia?

Irek: Wiem na pewno, że wygrać jest bardzo trudno. Zimę wygrałem zaledwie różnicą dwóch punktów. Był to rzut na taśmę. Pomimo że mogłem więcej czasu poświęcić na trening i sprawdzenie łowisk. Ledwie też udało mi się utrzymać pierwsze miejsce do końca w klasyfikacji letniej.

Krzysiek: Czyli łowienie bassów na ostatnich zawodach na Rice Lake było zagrywką taktyczną?

Irek: Oczywiście, punkty za bassy, które łatwiej było złowić, dawały szansę na utrzymanie pozycji lidera w klasyfikacji. To była twarda walka do końca. Miałem zaledwie dwa punkty przewagi. Podobnie zresztą było zimą i gdyby nie największy okoń, to nie pokonałbym Janusza Kawalca. Zwycięstwo w rocznej klasyfikacji PKZW jest to na pewno rzecz, która daje satysfakcję. Konkurencja jest duża. Ci, którzy uczestniczą w zawodach, potrafią ryby łapać. Lubię zawody, ponieważ mobilizują mnie one do koncentracji i przygotowania. Na ryby mogę jechać bez tego. Wrzucam wędkę na łódkę i jadę. Zawody to co innego. Przygotowania zaczynają się już wcześniej. Przez kilka godzin dokładnie sprawdzam cały sprzęt, żeby potem nie było niespodzianek. Na zawodach łowię skoncentrowany od startu do ostatniego momentu i nie poddaję się. Jest to właśnie sens współzawodnictwa we wspólnym łowieniu.

Krzysiek: Co sądzisz o zakazie łowienia na żywca w Polsce? W Kanadzie podobny przepis obowiązuje w Albercie, gdzie wolno łowić wyłącznie na martwą rybkę.

Irek: Myślę, że decyzja ta nie znajdzie uznania wśród polskich wędkarzy. Łowienie na żywca ma długą tradycję. Wydaje mi się, że w początkowej fazie przepis ten nie będzie respektowany. Z czasem nie będzie wyjścia i wędkarze będą musieli się przestawić na inne metody.

Krzysiek: Jakim jesteś typem wędkarza? Wolisz poznać jedno jezioro, ale za to dobrze, czy raczej ciągle szukasz nowych miejsc?

Irek: Lubię poznawać i odkrywać nowe miejsca. Mam jednak swoje ulubione wody, na których lubię trenować. Bardzo lubię French River, na którą powracam co roku. Mile wspominam wyprawę na Little Abitibi. Duże malownicze jezioro, gdzie np. sandacz występuje jedynie w kilku zgłębieniach. Kiedy udało nam się je zlokalizować, zdarzały się momenty, że czworo wędkarzy na łódce holowało sandacze w tym samym czasie.

Krzysiek: Jaka jest Twoja ulubiona ryba?

Irek: Moją wymarzoną rybą jest szczupak. Pozostało mi to jeszcze z Polski. Jest to moja największa fascynacja.

Krzysiek: Jak łowisz?

Irek: Przede wszystkim na spinning. Lubię ten dreszczyk emocji w momencie uderzenia w blachę i potem walkę, szczególnie na początku holu, kiedy ryba jest jeszcze silna i za wszelką cenę dąży do uwolnienia się z haka. Sentymentem darzę metodę gruntową. Pochodzę z Lidzbarka Warmińskiego. Mieszkałem nad brzegiem Łyny, rzeki, która kryje w swym nurcie dużą liczbę białej ryby. Tam też łowiłem swoje pierwsze płocie, jazie i klenie właśnie z gruntu.

Krzysiek: Gdzie lubisz łowić?

Irek: Moim ulubionym łowiskiem jest West Lake. Jest to typowo szczupakowe jezioro. W 2001 roku złowiłem tam około 100 szczupaków. Pomiędzy szczupakami trafiło mi się tam również kilka ponad 60-centymetrowych sandaczy.

Krzysiek: Gdzie chciałbyś się wybrać na ryby?

Irek: Zgodnie z tym, co mówiłem, to przede wszystkim na duże szczupaki do północnej Manitoby i Saskatchewan. Na dobre szczupakowe jeziora, na które trzeba lecieć samolotem. Ponad 40-calowe i większe szczupaki łowi się nie od przypadku od przypadku. Jest to moje marzenie, które chcę wkrótce zrealizować. Z drugiej strony, chciałbym spotkać się z muskie, którego do tej pory nie udało mi się złowić. Nie miałem szczęścia się z nim spotkać, a poza tym jeszcze się na niego nie wybrałem. Również jesiotr jest fascynującą mnie rybą. Chciałbym się również wybrać na rzeki w Kolumbii Brytyjskiej na łososie.

Krzysiek: Czy jeździsz jeszcze na ryby, czy zakończyłeś już sezon?

Irek: Już nie łowię. Łódka już stoi na kołkach, więc szykuję powoli sprzęt podlodowy.

Krzysiek: Ryby, które łowisz, zabierasz ze sobą czy wypuszczasz?

Irek: Wychodzę z założenia, że ryby do jedzenia kupuje się w sklepach rybnych. Na ryby nie jeżdżę po mięso, ale żeby sobie połapać. Wszystkim bym radził, żeby choć raz spróbowali wypuścić tę największą. To jest największy żal dla wędkarza wypuścić największą i najładniejszą sztukę. Jednak kiedy się widzi odpływającą spokojnie rybę, której darowaliśmy życie, doświadcza się zupełnie innych wrażeń, których nie można doświadczyć, jeśli tego się nie spróbuje. Na zakończenie chciałbym życzyć wszystkim wędkarzom PKZW, sponsorom i uczestnikom zawodów szczęśliwego Nowego Roku, spełnienia marzeń, udanych połowów. Wszystkim zaś życzę, żeby zdali sobie sprawę z ciekawego chińskiego przysłowia: "Jeśli chcesz być szczęśliwy godzinę, to się upij. Jeśli chcesz być szczęśliwy trzy dni, to się ożeń. Jeśli chcesz być szczęśliwy całe życie, zostań wędkarzem".

Krzysiek: Dziękuję za rozmowę.

Ireneusz Lazowski
Ireneusz Lazowski z pucharami dla najlepszego
wędkarza PKZW w roku 2001 (L)
oraz najlepszego zawodnika zimy 2001 (P)

Ireneusz Lazowski - droga do pierwszego miejsca w klasyfikacji rocznej PKZW:
    ZIMA
1. miejsce w zawodach podlodowych na okonia na Cook's Bay,
2. miejsce w zawodach na troć jeziorową,
3. miejsce w zawodach okoniowych na Couchiching,
    LATO
5. miejsce w zawodach szczupakowych na Moon River,
2. miejsce w zawodach karpiowych w Cayudze,
5. miejsce w zawodach na bassa na Rice Lake.

Login to post comments
Top
You are here PKZW Archiwum PKZW Zostań wędkarzem