Wędkarstwo w Kanadzie

Wedkarstwo Facebook Wedkarstwo Twitter WedkarstwoYou Tube
piątek, 14 sierpnia 2009 22:34

Tendencja spadkowa

Napisał 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

W wielu częściach świata wędkarstwo jest formą aktywności, która ma również wpływ na rozwój socjalny i gospodarczy danego regionu. Utrzymanie dobrego stanu gospodarki związanego z turystyką wędkarską zależy głównie od jakości łowisk. W jednym z wydań "Journal of Fisheries Management" ukazał się raport sporządzony przez grupę naukowców z Kanady i USA poświęcony pogarszającej się sytuacji na wielu łowiskach rekreacyjnych.

Jak wykazują badania, sytuacja nie jest najlepsza. Z końcem XX wieku rybołówstwo zostało dotknięte kryzysem. Złożyło się na to wiele przyczyn, ale najważniejszą chyba była tendencja do przeławiania łowisk w celu zwiększenia dochodów. Inną był postęp w technikach połowów, które pozwalają na znalezienie i połów ryb, nawet kiedy ich zasoby nie są duże. Wydawałoby się, że wędkarzami, którzy w końcu łowią dla przyjemności, nie powinny powodować podobne czynniki. Kiedy ryby znikają z łowisk, wydawałoby się naturalne, że wędkarze przestaną je odwiedzać i znajdą inne, które zaspokoiłyby ich chęć wędkowania w dobrych warunkach. W takiej sytuacji, opuszczone łowiska powinny odrodzić się same. Niestety, praktyka nie jest w tym przypadku zgodna z teorią.

Wielu naukowców kanadyjskich i amerykańskich uważa, że łowiska rekreacyjne są zagrożone w podobnym stopniu jak łowiska przemysłowe. Sytuacja, według nich, jest wręcz alarmowa i jeśli naukowcy i zarządzający łowiskami nie opracują nowych strategii pozwalających na odnawianie się zasobów, możemy w niedalekiej przyszłości obserwować kryzys wędkarstwa rekreacyjnego i, oczywiście, związanego z nim przemysłu. Jeśli przypatrzyć się amerykańskiej literaturze fachowej, to wydawałoby się, że wszystko jest w porządku.

Tylko 13 artykułów na 4904 opublikowane w "Canadian Journal of Fisheries and Aquatic Sciences", "Transactions of the American Fisheries Society" i "North American Journal of Fisheries Management" w latach 90., donosi o pogarszającym się stanie zasobów ryb na łowiskach rekreacyjnych.

Wędkarze z kilkudziesięcioletnim stażem na pewno opowiadają, że nie jest tak jak kiedyś... Jest jednak bardzo trudno ustalić, czy łowisko rekreacyjne jest zagrożone. Nie ma ustalonych jasnych naukowych kryteriów jak w przypadku łowisk przemysłowych. The Committee on the Status of Endangered Wildlife in Canada (COSEWIC) ustala kryterium 50 do 80% obniżenia się zasobów danego gatunku w okresie 10 lat albo trzech generacji. Nie jest to kryterium idealne dla określenia, czy dane łowisko jest zagrożone, gdyż opisuje zmiany krótkoterminowe i nie szkicuje obrazu zmian od stanu pierwotnego do teraźniejszego. Niestety, dane pozwalające na dokładne oszacowanie stanu kanadyjskich łowisk rekreacyjnych nie istnieją.

Wyrywkowe badania dotyczące populacji poszczególnych gatunków w wodach słodkich wykazały, że liczba ryb łowionych rekreacyjnie maleje. Dzieje się to szczególnie na łowiskach zbliżonych do ośrodków miejskich i na granicy kanadyjsko-amerykańskiej. Badania te wykazały, że na skutek przeławiania i pogorszenia się warunków środowiskowych następuje spadek liczby takich ryb atrakcyjnych dla wędkarzy, jak łososiowate, okoniowate i szczupakowate. Niektóre z tych łowisk utrzymywane są przez sztuczne zarybianie. Ponieważ wyżej wymienione rodziny ryb stanowią 70 % wszystkich ryb łowionych przez wędkarzy, można wysnuć wniosek, że większość łowisk jest zagrożona.

Badania, przeprowadzone nad populacjami pali jeziorowej w Kolumbii Brytyjskiej, wykazały, że przez ostatnie 30-40 lat liczba ryb złowionych przez jednego wędkarza zmniejszyła się średnio o 6 razy przy jednoczesnym znacznym wzroście liczby wędkujących. Jedną z przyczyn tego stanu może być pogarszanie się warunków środowiskowych, ale niewątpliwie wzrastająca liczba wędkarzy jest głównym czynnikiem.

W Albercie 21 na 27 łowisk sandaczy wykazało drastyczne zmniejszenie się liczby osobników tego gatunku. Na Walfe Lake w latach 80. 2 tys. wędkarzy na rok łowiło średnio 0,25 ryby na godz. W latach 90. liczby te zmieniły się drastycznie: 10 tys. wędkarzy na rok łowiło średnio 0,02 ryby na godz.

W Ontario zasoby pali jeziorowej (Salvelinus namaycush) w pobliżu ośrodków miejskich w 60% utrzymywane są przez sztuczne zarybianie. Pozostaje to w ogromnym kontraście do obszarów oddalonych od miast (na północnym zachodzie Ontario), gdzie tylko 1% populacji tego gatunku pochodzi z zarybiania. Żadne z tych łowisk nie jest jednak uznawane za zagrożone przez odpowiednie agencje zarządzające nimi, pomimo że tendencja spadkowa jest widoczna. Przypadki, jak te przytoczone powyżej, kwestionują jednak tezę, że wędkowanie rekreacyjne nie może stanowić zagrożenia dla stanu łowisk.

Nie jest również przypadkiem, że większość niepokojących danych pochodzi z Alberty. W prowincji tej wypada około 375 licencjonowanych wędkarzy na jezioro, podczas gdy prowincje, takie jak Ontario, Saskatchewan czy Manitoba, mają tylko około 3 wędkarzy na jedno jezioro. Jeżeli liczba wędkarzy jest czynnikiem odpowiedzialnym za upadek łowisk w Albercie, ich stan może być przepowiednią tego, co będzie czekać również inne prowincje. Wielu z nas zadaje sobie pytanie, dlaczego ten gwałtownie pogarszający się stan łowisk pozostawał właściwie niezauważony przez wiele lat przez naukowców, opinię publiczną czy urzędników odpowiedzialnych za zarządzanie zasobami rybnymi. W końcu przemysł związany z wędkarstwem rekreacyjnym oszacowywany jest na 4,4-7 miliardy dol. kan. rocznie. 26% tych dochodów pochodzi od wędkarzy z innych krajów. Przyjeżdżają oni do Kanady przyciągani nieograniczonymi, w ich opinii, możliwościami złapania okazałych ryb wśród niepowtarzalnych krajobrazów.

Naukowcy przypuszczają, że złożyło się na to kilka czynników. Po pierwsze, łowiska rekreacyjne w Kanadzie są bardzo liczne (250 tys. jezior), zazwyczaj małe i rozproszone. Każde z nich wpływa na stosunkowo małą liczbę wędkarzy i lokalnych biznesów i dlatego jeśli łowisko jest zagrożone i nawet jeśli jest w nim mniej ryb, nie jest to zazwyczaj zauważalne w skali kraju. Poza tym populacje ryb zmieniają się w "czasie i przestrzeni" i zwykłemu wędkarzowi, a nawet agencjom zarządzającym zasobami trudno jest określić, czy stan ich pogarsza się. W końcu mają oni tylko do porównania dane z czasu swego życia. Często w świadomości ogólnej zachodzi zjawisko obniżania się oczekiwań, jeśli nie ma się innego punktu odniesienia. Jeśli jedyne dane dotyczące liczby i wielkości ryb pochodzą z okresu kilku lat, to wydaje nam się, że tak jest, bo zawsze tak było. Dopiero zdjęcia wędkarzy z ich zdobyczami z początków ubiegłego stulecia mogą otworzyć nam oczy na to, jak bardzo ilość i wielkość ryb łapanych przez nas się pogorszyła. Inną przyczyną może być maskowanie problemu przez sztuczne zarybianie i sztuczną poprawę jakości wód, co zazwyczaj spowodowane jest zwiększającym się wśród wędkarzy popytem na poszczególne gatunki. I wreszcie problem pogarszania się stanu ogólnego łowiska jest często niezauważany, ponieważ ludzie odpowiedzialni za zarządzanie nimi muszą się koncentrować na stanie poszczególnych populacji (a jest ich tysiące na każdym łowisku) i to utrudnia im odpowiednie oszacowanie stanu ogólnego łowisk w ich jurysdykcji.

Co można więc zrobić, aby poprawić sytuację? Zazwyczaj, kiedy zasoby rybne ulegają zmniejszeniu, ministerstwo wprowadza zasady ograniczające liczbę łowionych ryb. Np. wprowadzane są limity na wielkość i liczbę ryb, które może złowić każdy wędkarz. Według niektórych naukowców, ta praktyka nie zdaje egzaminu, gdyż ogranicza tylko połów poszczególnego wędkarza, a nie liczbę ryb złowionych przez wszystkich wędkujących na danym akwenie. Wprowadzenie limitów ochronnych w celu ochrony młodych osobników zdolnych do rozrodu też nie zawsze zdaje egzamin, gdyż kiedy ryb, które można złowić na danym łowisku, jest mało, wędkarze przestają po prostu przestrzegać zasad. Tak było w Albercie, kiedy wprowadzono wymiar ochronny na sandacza i stan zasobów tej ryby wręcz pogorszył się przez wyławianie wszystkich osobników.

Inną odpowiedzią ministerstwa na ten problem jest sztuczne zarybianie łowisk. I ta praktyka nie jest idealna według naukowców, gdyż wprowadzanie osobników rozradzanych sztucznie ma zazwyczaj negatywny wpływ ekologiczny i genetyczny na dany gatunek występujący naturalnie w danym środowisku. Np.palia jeziorowa w jeziorze Ontario, który jest wysoko cenioną zdobyczą wędkarską, jest dzisiaj utrzymywany sztucznie w 60% w południowo-wschodnim Ontario. Co roku do Simcoe trafia 100 tys. ryb tego gatunku z zarybień oraz 120 tys. sieji. Większość pstrągów łowionych w Niagarze to ryby sztucznie wyhodowane.

W zarybieniach pstrągiem przewagę mają amerykanie. Kanadyjscy wędkarze łowią amerykańskie ryby, które łatwo poznać po przyciętej płetwie. Kilkanście lat temu na jednym z wykładów oceanografii na Uniwersytecie Gdańskim, student zadał pytanie prowadzącemu jak rozróżnić łososia amerykańskiego od kanadyjskiego. Ze strony profesora Skóry padła krótka odpowiedź: "po akcencie..."

Zarybianie sztuczne wręcz niszczy dziko występujące osobniki, gdyż narybku sztucznego jest zazwyczaj znacznie więcej niż narybku z naturalnego rozrodu, co pozwala sztucznie wyhodowanym osobnikom uzyskać przewagę we współzawodnictwie o pokarm i inne środki potrzebne do przetrwania. Ponieważ młode ryby wychowane sztucznie są zazwyczaj większe niż naturalnie występujące osobniki w tym samym wieku, sztuczny narybek często po prostu para się kanibalizmem na swoich naturalnie urodzonych kuzynach. A kiedy do tego dołoży się agresywne wyławianie dzikich osobników zdolnych do rozrodu, populacje naturalne są po prostu wytrzebione.

Według naukowców, te dwie praktyki wręcz przyczyniają się od pogarszania się stanu łowisk i mogą dalej prowadzić do ich zapaści. Niezbędne są nowe metody i strategie pozwalające na naturalne odnawianie się zasobów. Metody te powinny również brać pod uwagę to, że gatunki poławiane rekreacyjnie są częścią skomplikowanego łańcucha pokarmowego. Kiedy duże osobniki jednego gatunku, jak np. sandacza, są systematycznie wyławiane, inne gatunki ryb o mniejszych rozmiarach będą się uaktywniać, wyjadać ikrę i współzawodniczyć o pokarm z młodymi osobnikami pierwszego gatunku. To dalej może prowadzić do przetrzebienia ryb poszukiwanych przez wędkarzy.

Innym ważnym czynnikiem jest różnorodny stopień przeżywalności narybku, różny wiek rozrodczy i różne wymagania środowiskowe poszczególnych gatunków, które wpływają na to, jak szybko i jak łatwo dane populacje mogą się odradzać. Wszystkie wymienione wyżej czynniki muszą być brane pod uwagę przez Ministerstwo Zasobów Naturalnych. Muszą również zmienić się zasady, na podstawie których zbiera się dane dotyczące akwenów i zasobów rybnych. Dane często odzwierciedlają tylko stan łowisk z punktu widzenia wędkarzy (np. liczba ryb łowionych przez wędkarza na godz.) i nie pokazują prawdziwego stanu liczby i jakości ryb w danym zbiorniku. Dlatego często tendencja spadkowa jest trudna do zauważenia.

Krzysiek Jaśkielewicz

Czytany 608 razy
Zaloguj się by skomentować
You are here Magazyn Wędkarski Kanada Tendencja spadkowa