W Sioux Lookout znaczny procent mieszkańców stanowią Indianie, pozostałą zaś część potomkowie pierwszych osadników, którzy na te tereny przybyli zaledwie na początku naszego wieku oraz przybysze z ostatnich lat. Sioux Lookout nie istniałoby bez maleńkiej osady Hudson, gdyż obydwa miasteczka powstawały w tych samych latach i nie mogłyby bez siebie istnieć nawet obecnie. U ich początków leży budowa kolei, posiadającej w nich swoje stacje. Przez pewien okres mieściła się tu nawet dyrekcja główna Canadian National Railway. W latach 1910 - 1920 obydwa odgrywały taką samą rolę: były ośrodkami handlu, transportu i przemysłu. Podczas I wojny światowej zarówno Hudson, jak Sioux Lookout stały się ważnymi ośrodkami przemysłu wydobywczego. Założona pomiędzy nimi kopalnia dostarczała siarkę do fabryk produkujących amunicję. Na wagę złota były również dostawy drewna z wyrębu odwiecznych borów. Lata 20. były dla obu miejscowości okresem rozkwitu, a to głównie z powodu rozwoju przemysłu lotniczego. Sioux Lookout stało się ośrodkiem transportu. Stąd zaopatrywano w materiały i narzędzia odległe kopalnie złota, miedzi i żelaza, do których dotrzeć można było jedynie drogą lotniczą. Szły więc z nich transporty do odległego Pickle Lake, Red Lake i wielu pomniejszych osad. Przywożone, wydobyte z kopalń surowce, trafiały również drogą lotniczą do hut i zakładów w całej Kanadzie. Jak głoszą kroniki z tego okresu, w 1929 r. nie było na kuli ziemskiej portu lotniczego, do którego nie zawijałyby samoloty z Sioux Lookout. Dobra passa trwała nadal w latach 30., kiedy bracia Elliot założyli tu fabrykę samolotów. Z fabryki tej pochodziły słynne samolociki na płozach, którymi docierano nawet do Bieguna Południowego. W późniejszych latach w Hudson założono Starratt Airways, które w późniejszym okresie przekształcono w Trans Canada Airlines.
Najstarszą firmą obsługującą Sioux Lookout jest Bearskin Airlines, istniejąca do dnia dzisiejszego. Samolociki pasażerskie tej linii docierają nie tylko do Thunder Bay, Winnipeg i Ottawy, lecz także, a właściwie przede wszystkim, do licznych rezerwatów rozsianych na nie posiadających dróg dojazdowych rubieżach Północnego Ontario. Małe, szybkie i wygodne, przewożą ludzi i towary, i trudno byłoby bez nich się obejść w osadach odciętych od świata. Nic zatem dziwnego, że liczba przewozów rośnie z roku na rok, i że firma wybrała położone na granicy cywilizacji miasteczko na swoją kwaterę główną.
Jedyna droga prowadząca do tej miejscowości stanowi ważne przedłużenie tzw. "The Great River Road", biorącej swój początek w Zatoce Meksykańskiej, a kończącej się w odległym od Sioux Lookout o 250 km, Pickle Lake. Biegnie ona starym szlakiem handlowym, który znany był od niepamiętnych czasów, bowiem korzystali z niego Indianie na długo wcześniej, zanim przybyli tu biali.
Czym Sioux Lookout przyciąga do siebie licznych turystów i co sprawia, że przybywa w nim mieszkańców? Jeszcze kilka lat temu liczyło niewiele ponad 3 tysiące. Obecnie liczba stałych rezydentów doszła do 5 200 i wszystko wskazuje na to, że w niedalekiej przyszłości przybędzie kolejny tysiąc. Oprócz krajobrazowych uroków, miasto zapewnia atmosferę, w której przyjemnie żyć. Ograniczono do minimum przemysł, za to rozwinięto inne biznesy, dzięki którym stosunkowo nietrudno znaleźć tu zatrudnienie. Część działa w branży turystycznej, część założyła swoje własne firmy, a jeszcze inni pracują w pobliskim Hudson, które nadal stanowi ośrodek przemysłu drzewnego.
Samo Sioux Lookout stanowi także ważne centrum sprawujące pieczę nad mieszkańcami wielu rezerwatów. Znajdują się tu liczne tubylcze biura i organizacje, tu odbywają się pierwsze rozmowy przy zatrudnianiu osób chętnych do pracy w rezerwatach na zasadzie tzw. "fly- in position" i tu przysyła się indiańską młodzież, by po ukończeniu lokalnych szkół podstawowych wdrożyła się do życia w nieznanym jej świecie. Stali mieszkańcy są ze swego miasta dumni, podkreślając, że nie istnieją w nim podziały, ani rasizm, bo nie mają one racji bytu w otoczonej setkami mil głuszy kilkutysięcznej społeczności stanowiącej etniczną mieszankę. Ludzie szanują się wzajemnie i cenią, a w razie potrzeby chętnie śpieszą sobie z pomocą.
Największą bolączką odległej Północy jest niedostatek lekarzy i nauczycieli. Mimo zwolnień od podatków, dodatków za "izolację" i gotówkowych bonusów przy podpisywaniu kontraktu, chętnych jest niewielu. Wstępne rozmowy z zainteresowanymi przeprowadzane są przez jednostki nadrzędne. Ostateczna akceptacja zależy od poszczególnych wodzów. Kandydaci transportowani są samolotem do odległych rezerwatów, żeby spotkać się ze starszyzną wioski, uczestniczyć we wspólnym barbecue i przełamać bannock (indiański chleb) z wodzem oraz zaznajomić się z ewentualnym miejscem przyszłej pracy.
Czy wielu interesuje praca w odciętych od świata miejscach, do których dotrzeć można wyłącznie drogą wodną, lub samolotem, a w zimie skuterem śnieżnym po lodzie? Sioux Lookout nie jest dziurą zabitą deskami. Jest małym, niemniej prężnie działającym ośrodkiem, do którego powoli zaglądać zaczynają specjaliści, mający nadzieję znaleźć pracę. Kiedy zapytasz któregoś z nowszych mieszkańców, dlaczego tu pozostał, odpowie przypuszczalnie z uśmiechem, że sprawiła to wspomniana już parokrotnie woda z jeziora Pelikana. Zaraz potem usłyszeć można słowa podobne do tych, jakie usłyszeliśmy od właściciela stacji benzynowej, który 25 lat temu przywędrował tu z London: "Kocham przyrodę, spokój, zwierzęta, a to wszystko w tej okolicy znalazłem. Dlatego też nie jeżdżę już setką, jak to czyniłem pomiędzy London a Kitchener. Nie widziałem wówczas nawet muchy za oknem, zaś jadąc powoli krętą, leśną drogą, wdycham żywiczny zapach lasu, zobaczyć mogę niedźwiedzia, łosia, jelenia. Pracuję ciężko, bo prowadzę własny biznes, ale po pracy mam czas na wypad na pobliskie jeziora, gdzie mogę w spokoju odpocząć z wędką. To jest mój żywioł i nigdy nie powrócę na południe, gdzie czułem się obco i źle."
Czy do tego wyznania można cokolwiek dorzucić? Jest zwięzłym podsumowaniem ukrytych pragnień ludzi wzdychających do życia bliżej natury. Ktoś, dla kogo jest ona obojętna, czy też ci, których jej bezpośrednia bliskość przeraża, na pewno nie zrozumieją, w czym tkwi siła przyciągania sprawiająca, że ilość mieszkańców Sioux Lookout powoli, lecz systematycznie wzrasta z roku na rok.
Jerzy Szlachetka, Virginiatown - Ontario
Larder Lake Escape